Alicja Siarkiewicz

Dlaczego mrówki są większe od łosi ?

Mrówki większe od łosi?

Ja bardzo lubię chodzić do lasu. I jeżeli zebrałabym wszystkie mrówki z lasu i usypała z nich kupkę zaraz obok wszystkich łosi, które bym zaprosiła na spacer, to wiesz co? Ta kupa mrówek byłaby większa od wszystkich łosi razem wziętych. Ale jak zobaczę na żywo takiego jednego samotnego łośka w lesie, to na mrówkę prawdopodobnie nawet nie splunę.

To taki przykład jak my ludzie rozumujemy i patrzymy na świat. Widzimy to co jest wielkie i rzuca się w oczy jako pierwsze. Małe rzeczy i wysiłki są często bagatelizowane.

Jest to szczególnie ważne kiedy myślimy o zdrowiu. Widzimy problem jak jest duży i trzeba zrobić coś konkretnego od razu- tu i teraz. Pomyśl tylko, w czasie gdy ja będę tak stać w lesie i gapić się na łosia i myśleć jak go podejść. W tym czasie mrówki, cała masa małych mróweczek zdąży już zrobić coś pożytecznego.

Reklamy leków (i innych dziwnych rzeczy) obiecują jak to wspaniale i szybko pomogą Ci schudnąć, pozbyć się bólu, zmniejszyć ciśnienie czy poziom cukru.

Ale zdrowie, to fizyczne i psychiczne, tak nie działa. Zdrowia nie naprawi się przez jedną noc, tydzień czy miesiąc, samo kupno karnetu na siłownie też nie wystarczy. Niestety, nie ma drogi na skróty.

Zrównoważone zdrowie buduje się długo, małymi krokami, przez miesiące i lata.

Dokładnie jak te mróweczki, które zasuwają w pocie czułek i ważny jest dla nich każdy kawałek patyczka.

Pomyśl więc, że robisz małe zmiany codziennie. Nie żadna dieta cud, ale coś drobnego. No na przykład zaczniesz słodzić jedną łyżeczkę cukru, zamiast dwóch. Albo codziennie w pracy robisz 10 przysiadów. Z czasem dodajesz coś więcej. Przyzwyczajasz organizm powoli.

Jeżeli codziennie pomyślisz, co możesz zrobić dla swojego zdrowia to w ciągu roku uzbiera Ci się 365 dobrych zmian (bądź zmianek).

To więcej, niż jakbyś miała/miał tylko raz w tygodniu ćwiczyć do upadłego. Raz w tygodniu daje tylko 52 razy w ciągu roku. A jak się zaweźmiesz po świętach, bądź w Nowym Roku to są to może 2-3 zmiany.

Także zamiast planować czy trening siłowy, czy kardio, czy siłka ta, czy inna, czy z trenerem, a może z YouTubem etc. W czasie jak rozkminiasz i szukasz kogoś w internetach możesz zrobić już kilka przysiadów. Możesz pójść na dłuższy spacer zamiast czekać, aż kupisz nowe buty do treningu. Możesz też wybrać schody zamiast windy, wysiąść na przystanku wcześniej, albo zaparkować dalej. To też są przykłady znane od dawna.

Zasada ta sama, małe i regularne codziennie starania o zdrowie i samopoczucie.

To są te mróweczki. Łosie są świetne, kocham je bardzo, ale nic mi nie da wpatrywanie się w czyjś sukces czy spektakularny wyczyn. Tacy już jesteśmy, widzimy tylko te duże rzeczy.

Ja, gdy obserwuje inne dziewczyny, które mają super sylwetkę albo są mega rozciągnięte i robią jogowe cuda, ja zawsze myśle o tym, że one prawdopodobnie wkładają codzienny wysiłek i czas w to co robią.

trolltunga-norwegia-wieza-z-kamykowTrochę jak układanie kamyków na skandynawskich szlakach. Pomału i powoli, tak, żeby się nie rozsypało.

Pamiętam jak kiedyś na siłowni patrzyłam na instruktorkę, która prowadziła zajęcia.

I jak wtedy myślałam, że kurcze ja też tak chcę. Spoko praca, ale ja nie mam takiej kondycji i siły. To było 5 lat temu. Gdybym w tamtym dniu zaczęła robić coś w tym kierunku, dziś mówiłabym inaczej.

Pamiętam też sytuację, gdy po przyjeździe do Norwegii powiedziałam znajomej Polce, że w rok chce przerobić książkę z kursu i nauczyć się mówić po norwesku. Zostałam perfidnie wyśmiana.

Ale po roku ogarniałam już język w stopniu komunikatywnym. Po 4 latach w Norwegii i 1,5 roku  w Szwecji mogę śmiało powiedzieć, że te języki nie sprawiają mi już problemu.

Na ostatnim roku studiów (przed wyjazdem z Polski) zaczęłam czytać swoją pierwszą książkę po angielsku.

I uwierz mi, to był jeden wielki ból. Generalnie po przejściu wszystkich stopni edukacji państwowej rozumiałam mniej niż przysłowiowe „piąte przez dziesiąte”.

Teraz często słyszę, że mi to idzie łatwo. Może i tak, bo ja lubię się uczyć i czytać, więc jakoś tam łatwo jest. Ale to właśnie ta codzienna mała praca daje efekty. Nie od razu, ale po miesiącach czy latach.

Pamiętam też jak zrobiło mi się samej głupio, gdy po raz setny powtórzyłam, że chce nauczyć się hiszpańskiego.

Jakieś tam podejścia kiedyś miałam, ale one umarły dawno temu. I tak pomyślałam, że jakbym wtedy (około 2 lata temu) zaczęła uczyć się codziennie. To nie ma opcji, żebym teraz nie umiała poprowadzić prostej rozmowy. Właśnie wtedy przypomniało mi się to porównanie mrówek z łosiami (wyczytałam je w książce „Yoga, vetenskap och fakta”). Dziś mija 86-sty dzień odkąd odpaliłam aplikacje Duolingo i codziennie poświęcam 10-15 min na hiszpański.

Także nie ważne, czy chcesz przestać żreć, czy chcesz mieć piękne i silne ciało, czy chcesz się czegoś nauczyć, zmienić zawód, miejsce zamieszkania- to tak dla przypomnienia- musisz być tą mrówką.

A Ty o czym teraz myślisz? Co takiego chcesz umieć lub zrobić za 5 lat?

Namaste!