Alicja Siarkiewicz

Jak zacząć morsować? Mój pierwszy sezon od początku do dziś

Zrobiłam to! Jeśli mnie znasz lub śledzisz w mediach społecznościowych to wiesz, że miałam w tą zimę mega zajawkę na morsownie. Pomyślałam, że podsumuję to. Bo statystki są fajne. A jeśli nie chce Ci się czytać to od razu zapraszam na videoreracje na YT --> O tutaj kliknij :)

Rozpoczęcie

Pierwsza myśl była taka, że nie znajdę chętnych do kąpieli. Ale okazało się, że jedna z dziewczyn które tu znam powiedziała magiczne TAK - zróbmy to. A więc umówiłyśmy się na pierwszy raz, kąpiel w rzece. Był to 20 września, temperatura powietrza wynosiła stabilne 0 stopni, woda miała zapewne kilka więcej (ale wtedy nie miałam jeszcze termometru). Całość zajęła nam może minutę, generalnie szok był niezły i pamiętam, że w tamtym momencie nie wyobrażałam sobie zimowych kąpieli. A to był dopiero wrzesień. Założenie było takie, że będziemy się kąpać raz w tygodniu, rano w piątki.

Drugi raz był straszny, wskoczyłam na max 15 sekund, po czym jak głupie wybiegłyśmy i to był koniec. Pamiętam, że tego dni widziałyśmy w rzecze i na plaży ślady łosia, który sobie przypłynął skądś i wyszedł na tej samej plaży, na której my się pluskałyśmy.

Pierwsze 4 razy były właśnie w tej rzece, z koleżanką Olivią. W tamtym momencie nikt nie chciał do nas dołączyć.

Rozwinięcie

Etap drugi to cotygodniowe kąpiele w morskiej zatoce połączone z sauną. Tu poszłam na kompromis, bo mój Tommy i chłopak Olivii- Anders zgodzili się na kąpiele właśnie pod warunkiem sauny. Miejsce wymarzone, zbudowane i udostępnione przez gminę. Dostępne dla każdego i o każdej porze. I na szczęście nikomu nie przyszło do głowy, żeby spędzać sobotnie wieczory w saunie i zimnej wodzie.

To właśnie tam przeżyłam swój pierwszy raz w przeręblu. Zakochałam się od razu oczywiście. Pamiętam ten dzień, bo byliśmy tam po zmierzchu (co nie jest takie trudne, bo w zimę jest przeważnie ciemno). I pamiętam, że się bałam, że z niego nie wyjdę bo było głęboko. Pamiętam jak się Tommy na mnie zirytował, a ja mało nie popłakałam. Chyba miałam jakiś gorszy dzień, no i ta ciemność wokoło. Bałam się i tyle.

Ale wiedziałam też, że muszę sprobować, że nie mogę się zawsze obawiać pierdół i że to tylko w mojej głowie. Jak się okazało to wszystko poszło idealnie, wyszłam z przerębla jak foka można powiedzieć. Tak się cieszyłam, że dałam rade, że było tak fajnie i że pokonałam swoje myśli, że weszliśmy drugi raz. I potem trzeci. A potem, powtarzaliśmy to przez kilka tygodni.

Rozwinięcia ciąg dalszy

Znalazłam grupę lokalnych morsów na Facebooku, ale nie jest to taka grupa jak w Polsce. Mniej ludzi, raczej nieczęste spotkania i mało popularne, ale to był punkt zaczepienia. Zorganizowaliśmy spotkanie Wigilijne, na Nowy Rok oraz kilka innych. Doszło też do kilka ciepłych spotkań, gdzie rozmawialiśmy o przyszłości klubu. Generalnie to rozwijamy się w tym kierunku i za rok ruszamy już pełną parą!

Morsowe przemyślenia

Przede wszystkim to powiem, że nigdy się nie rozgrzewam przed morsowaniem. Są dwie szkoły, jedna mówi, że trzeba to koniecznie robić, a ta druga, że niekoniecznie. No i ja korzystam z tej drugiej, bo bardziej w nią wierzę i czuję się z tym dobrze.

Co do butów i rękawiczek. Zaczynałam w butach, rękawiczkach i czapce. Sezon zakończyłam na samej czapce. Podeszłam do tego tak, że zamaczam się w zimnej wodzie właśnie po to, żeby poczuć to zimno, a nie chronić się w każdy możliwy sposób. Tu oczywiście trzeba wziąć pod uwagę pogodę, jak czujemy się danego dnia i przede wszystkim bezpieczeństwo. Czasem buty trzeba mieć, żeby się nie skaleczyć i tyle.

Stopy i dłonie marzną najbardziej. Co do stóp już je trochę zahartowałam, a ręce to wciąż mega doznanie. Zresztą zobaczcie moją minę!

Morsowanie w przeręblu.

W przeręblu przebywałam około 2 minut, czasem trochę dłużej, czasem krócej. Przypomnę, że na początku w wodzie +kilka stopni dawałam rade przez kilkanaście sekund!

Najważniejsze, jak ze wszystkim jest zdrowie, nie można robić niczego na siłę. Tzn tak, popychać swoje granice, wychodzić z tej "strefy komfortu" ale tylko w granicach zdrowego rozumu. Pamiętaj, żeby się do nikogo nie porównywać. Robisz to dla siebie :)

Zakończenie

Sezon morsowy się zakończył. Woda wciąż jest zimna, w niektórych miejscach jest nawet lód. Ale temperatura powietrza idzie w górę, przyroda budzi się do życia. Ale jakieś kąpiele będą na pewno, przez cały rok.

Sezon trwał aż 6 miesięcy, najzimniejsza kąpiel w -12 stopniach, woda miała czasami około -1 stopnia (słona woda morska). Najgorsze odczucia były w wietrzne dni, najprzyjemniejsze przy minus kilku i w przeręblu. Najdłuższy czas w lodzie to 2,5 minuty bez butów, ale z rękawiczkami.

Generalnie to mało choruje, ale od września rozłożyłam się tylko raz, po powrocie z Polski (jestem praktycznie zawsze chora po podróży samolotem,  a powrót z Gdańska do domu to przelot aż trzema różnymi samolotami). 3 tygodnie lutego spędziłam w Tajlandii i tam brakowało mi zimnej wody, jako jedyna w nurkowej drużynie nie marzłam przy ostatnim zanurzaniu.

Uzależniłam się od zimna, nie twierdzę, że jest to super uczucie odmrażać sobie tyłek, ale coś w tym jest. A ha no i nigdy nie miałam takiej super skóry na udach i nogach. Aż miło się pogłaskać i to bez żadnych kremów.

Ciąg dalszy nastąpi ….

Oj nastąpi, na bank! A jak u Ciebie ? Czytasz bo też chcesz zacząć, czy sam morsujesz ? Daj znać :)