Alicja Siarkiewicz

Kittelfjäll- o górach, reniferach i pracy na północy

Tydzień 34 rozpoczął się wyjątkowo extremalnie. Sama, zupełnie nie wiem czemu nałożyłam na siebie niepotrzebny stres. Już przy wtorku czułam się jakby rozjechał po mnie czołg i chciałam tylko do domu.

Kittelfjäll- o krok od Norge

W poniedziałek moim zadaniem było pojechanie do Kittelfjäll i pomoc kolegom w wytyczeniu przepustu pod drogą. Teoretycznie łatwa robótka na kilka godzin. Sam dojazd ze Storuman do Kittelfjäll to zaledwie ponad 2 godziny. Projekt znajduje się dokładnie pomiędzy Kittelfjäll, a granicą z Norwegią. Tam mnie jeszcze nie było, więc się nawet ucieszyłam na taki wyjazd. Praca tragedia, ale za to jaka pogoda i widoki. Zakochałam się. Widok na szwedzkie góry. Po dwóch latach pracy na przeróżnych szwedzkich  budowach nauczyłam się, że zawsze jest „coś nie tak” (jak i na każdej budowie zresztą). Brak toalety i bieżącej wody zupełnie mi już nie przeszkadza w takich okolicznościach. Nauczyłam cieszyć się, oj to mało powiedziane, celebrować każdy dzień takiego słońca. Każdą chwilę gdy nie pada deszcz, nie ma komarów i jadąc sama mogę zatrzymać się na chwile i po prostu cieszyć oczy takimi widokami. Każda praca ma swoje plusy i minusy. Z jednej strony męczą mnie ciągle wyjazdy, życie w pracy i samochodzie. Ale z drugiej mam możliwość odwiedzania takich miejsc. Zakochałam się w Szwecji, w Północy, w Laponii. Jestem w pewniem sposób od tego uzależniona. A odkąd nauczyłam się  uważniej obserwować przyrodę to moja codzienność stała się zwyczajnie piękniejsza i bogatsza. Nawet w pracy. Mapa dojazdu. Szwecja. Mapa dla orientacji (tak mniej więcej o czym w ogóle mówię)

W 10 miesięcy do setki

Tak nazywa się mój program biegowy, który ma mnie przygotować do biegów długodystansowych. Jako, że mam bardzo długie godziny pracy i siedzę dużo w samochodzie, to na sam trening często brakuje czasu i siły. Dlatego, gdy skończyłam obowiązki o godzinie 16 i miałam tylko dwie godziny dojazdu do hotelu, to od razu wyskoczyłam w góry! Tego dnia w programie miałam medytację, ale nie mogłam przegapić takiej okazji.

Kittelfjäll -gdzie na spacer ?

Ten szlak jest bardzo  łatwy do odnalezienia, zaczyna się około 15 km od Kittelfjäll w kierunku na Dikanäs. Wystarczy podążać oznaczeniami na Grönfjäll.  Po około 3 kilometrach marszu zobaczysz opuszczone siedlisko samskiej rodziny Gorik. Do dziś pozostała chata i szopka. Kontynuując kilkaset metrów, można zobaczyć ruiny domu, jeśli pójdzie się w prawo, dojdziemy do dobrze zachowanej chaty i szopy, która została odrestaurowana pod koniec lat 90. Ja sama miałam bardzo mało czasu i sił, a czekało mnie jeszcze 2 godziny jazdy do hotelu. Ta wycieczka była przecudowna, pobiegłam około 70 minut, krzyczałam z radości, było zdecydowanie idelanie! Polecam, wszystkim. Rejon, o którym tu piszę jest przecudowny i warto zatrzymać się tu dłużej niż 2 godziny. Dla tych co mają mniej czasu i chcą zrobić krótką wycieczkę polecam odwiedzić stronę Jednodniowe wycieczki w Kittfjäll gdzie rozpisane są różne ciekawe szlaki. Po więcej informacji odsyłam na kittelfjall.com

Renifery, wszędzie renifery

Kto mnie zna to wie, że mam bzika na punkcie zwierzaków, takich dzikich z lasu. Gdy następnego dnia po wizycie w górach wróciłam na swój główny projekt w Storuman. Koledzy pokazywali mi zdjęcia reniferów, które odwiedziły naszą budowę, a ja gotowałam się z zazdrości, że mnie wtedy nie było. Wypatrywałam ich przez kolejne dni, aż godzinę przed wyjazdem do domu mi się udało. Śmieszna sytuacja, bo akurat fotografowałam budowę i mój dron był wysoko w powietrzu. Za plecami usłyszałam "klik, klik, klikk.." (no wiecie, kopyta reniferów na asfalcie), ten moment, gdy się odwróciłam i je zobaczyłam! AH! Pierwsza myśl: 'dron jest za wysoko', druga 'Jejku mam nadzieję, że ich nie rozjadą'. Możecie się tylko domyślić jaka byłam szczęśliwa.

Bezpieczeństwo na drodze - renifery, łosie i inne ptaki

Kocham zwierzaki, kocham północ i jednego szweda. Ale w tym wszystkim trzeba być bardzo ostrożnym, jeżdżąc po drogach północy oczywiście. Renifery i łosie się z natury nie śpieszą, ale potrafią wyskoczyć na drogę zupełnie niespodziewanie. Trzeba mieć oczy dookoła głowy, otwarte i skupione. Ja jeżdzę dość dużo, a zwierzaki widzę bardzo rzadko. Ale to nie znaczy, że ich tam nie ma. Jak już je widzę to serce podskakuje mi do gardła, na szczęście jeszcze nic nie rozjechałam i żyje. Bo pamiętajcie, że w czołówce z łosiem nie macie szans na przeżycie. Moim największym zaskoczeniem na drodze był niedźwiedź. Tak, przeogromny, ciężki niedźwiedź, który wyskoczył z rowu i biegł przed moim samochodem, dzieliło nas zalewie kilka centymetrów! Nigdy nie zapomnę tego dnia, po pierwsze, że o mało go nie zabiłam, po drugie, że był to niedźwiedź!