Alicja Siarkiewicz

PCOS a Joga

Joga na PCOS, czyli 3 razy na tak.

1. Ile razy w tygodniu trzeba ćwiczyć, żeby widzieć efekty?

2. Czy joga pomaga w walce z PCOS ?

3. Jak joga może wpłynąć na gospodarkę hormonalną?

Zastawiałaś się na choć jednym z tych pytań? Walczysz z PCOS kilka lat, czy dopiero się dowiedziałaś o jego istnieniu? Postaram Ci się przybliżyć po krótce mój punkt widzenia w tym temacie.

Podkreślam, że to mój ‚punkt widzenia’. Nie jestem lekarzem, nie mam wykształcenia medycznego, nie jestem także nauczycielem jogi. Jestem za to dziewczyną z PCOS i bez okresu.

Przerażona ilością negatywnych opinii na ten temat w internecie postaram się choć w małym stopniu odczarować ten temat. Opieram to na swojej prywatnej edukacji, a przede wszystkim na doświadczeniach. O tych opisze w osobnym poście, a teraz do rzeczy!

Ile razy w tygodniu trzeba ćwiczyć jogę, żeby widzieć efekty?

Efekty praktyki jogi można odczuć już na pierwszych zajęciach. Mówię tu o rozluźnieniu i wyciszeniu. Ja na swoich pierwszych zajęciach zasnęłam, nie mam pojęcia czy to było 5 minut czy 5 sekund. Ale wiem, że czułam się jak nowo narodzona. Dodam, że były to zajęcia bardziej medytacyjne, niż typowo asanowe.

Na wyregulowanie gospodarki hormonalnej trzeba raczej poczekać więcej niż miesiąc. Tu nie ma cudów, a co więcej, w życiu nie ma cudów. Pomyśl, czy po pierwszym miesiącu na siłowni stajesz się bodybuilderem ? Czy po otworzeniu książki hiszpańskiego umiesz płynnie mówić w tym języku? Raczej wątpliwe.

Tak samo jest z Jogą. Podejdź do tego holistycznie, to znaczy tak całościowo. Bo sama Joga nie rozwiąże Twoich problemów.

Regularna praktyka może przynieść efekty. Nie kładź tylko na sobie presji, że musisz to robić codziennie przez pół roku. A potem wszystko się wyreguluje, a Ty wrócisz do paczki Chipsów na kanapie przeplatanej piwkiem, czy dziesięcioma.

Zacznij od pierwszych zajęć, potem przyjdą kolejne. Ja tak właśnie zrobiłam, a po pewnym czasie moje ciało samo domagało się więcej.

Medytacja w naturze. Höga Kusten, Szwecja.

Czy joga pomaga w walce z PCOS ?

Tak, pomaga.

Pomaga się wyciszyć, uspokoić, zrelaksować. Mi pomogła także w pewnym sensie przejść przez gorsze dni.

Podam Ci przykład, mój osobisty.

  • W czerwcu 2018 przeprowadziłam się do Szwecji, znów przeprowadzka do nowego kraju. Co jest stresem samym w sobie. Nowa praca, nowi ludzi, nowy język, nowe miejsca, a ponad to wszystko- nowy chłopak. I choć już wtedy byłam zakochana po uszy (i dalej jestem) to wszystko stanowiło mega mieszkankę.
  • W pracy uczyłam się wszystkiego od nowa. Na swój pierwszy projekt dojeżdżałam 5 godzien w jedną stronę, co wiązało się ze spaniem w innym, nowym miejscu. Jestem geodetą i w pracy otaczali mnie panowie 40/ 50 +. Zero kontaktu z rówieśnikami, o kobietach nie wspomnę.
  • Jadłam raczej mało regularnie, ciągle w biegu, na wyjazdach, w terenie, w samochodzie.
  • Nie miałam tu nikogo. Nie licząc mojego chłopaka i jego rodziny, nikogo. Co powiem szczerze, jest czasem dołujące.
  • W to wszystko przeplatały się problemy z kolanem, taki standard u mnie.

Podsumowując, był to dość ciężki czas. I każda z nas może odnieść to do swojej sytuacji. Każdy przechodzi cięższe i przyjemniejsze okresy w życiu.

Mi pomogła Joga. Dosłownie. Szczególnie taka spokojna wieczorna praktyka. Spałam po niej jak dziecko. Stres i mało snu to nie jest dobra kombinacja. A tu proszę, sen się poprawił i to już było coś.

Doszły do tego poranne ćwiczenia. Wszystko robiłam na macie do fitnesu , na małym skrawku podłogi.

Potem znalazłam w swojej  miejscowości szkolę, kupiłam lepszą matę i kilka akcesoriów. Poszłam na swoje pierwsze warsztaty, przeczytałam kilka książek. Jednym słowem wkręciłam się na maxa!

Dlaczego ? Myślę, że po prostu ten gigantyczny poziom stresu zaczął mi spadać. Czułam się lepiej, zaczęłam też lepiej jeść. Po pewnym czasie zerwałam też z cukrem i alkoholem.

Zastanawiasz się dlaczego tak to długo opisuję ? To jest właśnie moja odpowiedź na pytanie "jak joga pomaga w walce z PCOS".

  Medytacja nad rzeką. Szwecja.  

Bo do tego tematu trzeba podejść z kilku stron. To nie tylko wizyty u lekarza i obsesyjne sprawdzanie poziomu hormonów. To dieta, aktywność fizyczna i przede wszystkim to co masz w głowie, czyli Twoje nastawienie. W żadnej przypadłości zamartwianie się i stres nie pomagają.

Także nie oczekuj, że kilka zajęć jogi poprawi Twoje wyniki na wyciągu z laboratorium, czy USG. Może tak się oczywiście stać, ale chciałam żebyś zdała sobie sprawę jak możesz sobie pomóc długodystansowo. To nie jest sprint. To maraton, taki na całe życie (brzmi to coachingowo, ale tak jest i tyle).

Jak joga wpływa na gospodarkę hormonalną?

Tu zacznę od stwierdzenia, że każda joga jest w pewnym sensie jogą hormonalną. Zajęcia w różnych szkołach, siłowniach czy na YouTubie mogą nazywać się inaczej.

Asany, czyli pozycje, czy ćwiczenia w jogdze są takim masażem narządów wewnętrznych, ale także gruczołów!

Szczególnie ‚przydatne’ są skrętny, zgięcia i wygięcia. Jeśli więc na zajęciach takie pozycje będą przeważały to zapewne ich twórca nazwie je ‚hormonalnymi’. Ale to nie znaczy, że tylko tak nazwane są ‚odpowiednie’.

Wszystkie te skręty, wygięcia, oddech i przejścia tworzą Jogę hormonalną. Brazylijka Dinah Rodriques stworzyła program takiej jogi i rozpoczęła jej nauczanie juz w 1993 roku.

Praktykowała ona ponad 40 lat na sobie oraz innych kobietach, które borykają się z hormonami. Jej badania wykazują bardzo dobre rezultaty a taki typ jogi stał się popularny, nawet w Polsce.

Podsumowanie.

Rzuć wszystko i idź na Jogę! Nie, no oczywiście, że nie. Ale myślę, że warto spróbować.

Sama praktykuję relatywnie krótko, nie mam też odpowiedniego wykształcenia, aby wplatać w swoje treści bardziej profesjonalne terminy. Ale to właśnie większość z nas jest w takiej sytuacji. Każda szuka swojego sposobu, czegoś co pomoże właśnie MI.

No i mi pomaga, może nie na papierze, ale moje ciało i głowa mają się dobrze.

Jak to wygląda u Ciebie? Praktykujesz, czy myślisz o rozpoczęciu ? A może uważasz, ze to wszystko to tylko kit i ściema ?

Daj znać!