Alicja Siarkiewicz

Powrót do codzienności

Najwiecej pomysłów mam zawsze jak coś robię. Coś aktywnego, w lesie, albo jak przeżywam jakieś fajne przygody. Wtedy mam mega dużo energii do działania i dzielenia się tym co przeżywam. Ale potem wracam do domu, dopada mnie zmęczenie i cały zapał mija. Pomyślałam więc, że spróbuje dzielić się swoją codziennością, pomysłami i przemyśleniami. Nie będą to pewnie pełnowartościowe treści, które zmienią oblicze internetu, ale pomogą mi bardziej wpaść w rutynę tworzenia (a nie tylko myślenia o tym). Tak więc zaczynam.

Powrót do pracy

Jestem geodetą i moja praca jest praktycznie zawsze na wyjeździe. W okolicy nie ma większych projektów i tak się złożyło, że od początku pracy w Szwecji (2018) jeżdżę po różnych szwedzkich zad.. zakamarkach. Tym razem trafiło na miejscowość Storuman do której mam 3,5 h drogi samochodem. W związku z tym, że praktycznie zawsze każdy ma daleko to popularna jest praca w systemie poniedziałek- czwartek. Polega to na tym, że przez te 3,5 dnia wyrabiamy godziny na cały tydzień i już w czwartek po południu możemy wracać do domu. Tym razem mam farta i mieszkam te dni w hotelu niedaleko budowy. Ma to swoje plusy i minusy, ale o tym później.   Budowa drogi, widok z drona. Nauczona doświadczeniem wiem, że na takich wyjazdach bardzo ważna jest rutyna. Rutyna samej pracy, przygotowania posiłków na 4 dni oraz co najważniejsze tego co robi się wieczorem. Po pobudce o 5 rano i 12 godzinach na budowie nie myśli się o czymś wygórowanym, zazwyczaj jest to odpoczynek na kanapie, piwo i jakieś jedzenie, jakiekolwiek. Wiem, bo tam byłam i taka rutyna jest bardzo męcząca, niezdrowa i słabo działa na psychikę. Tak więc od pierwszego dnia na nowym projekcie zaczęłam od porannego biegania i wieczornych lekkich treningów. Trochę jogi, rolowania, lekkich ćwiczeń siłowych. Jako, że nie jestem rannym ptaszkiem to po pierwszym tygodniu nastawiłam się na treningi tylko po pracy (około godz.18-20) Przez pierwsze dwa tygodnie udało mi się biegać codziennie i jestem z siebie bardzo dumna. Co jest też częścią programu treningowego, bycie zadowolonym z tego co się robi. Ważne jest aby nie porównywać się z innymi, ale cieszyć się sowimi małymi sukcesami i regularną pracą.

Wodne weekendy - kajaki i rafting po szwedzkich rzekach

Co za przeżycie! Po raz pierwszy siedziałam w kajaku górskim / spływowym/ nie mam pojęcia jak to się nazywa fachowo po polsku, ale była jazda. Było też baaardzo dużo adrenaliny i strachu, radości i cała masa innych przeżyć. Gdyby nie to, że ufałam Davidowi, który nas na tą wycieczkę zabrał to sama bym się nigdy nie odważyła. Ta woda na zdjęciu nie wygląda wcale strasznie, ale to tylko pozory! Był to nasz pierwszy spływ taką rzeką oraz pierwsza kąpiel na zaporze rzecznej. Zarówno dla mnie jak i dla dzieciaków. Na początku bałam się wejść do wody, wydawało mi się to nierealne. Ale gdy spróbowałam sama, poczułam jaki jest grunt pod stopami i zobaczyłam, że nie jest to takie straszne to nie chciałam z tamtąd wychodzić. PS. To dziecko samo chciało bawić się z moją stopą, ja nikogo nie kopię dla zabawy. Serio.

Forsknäckarna

To firma, która specjalizuje się w raftingu (spływie rzecznym na takim dużym pontonie). Oferują oni jeden z najlepszych spływów w Europie dzięki wyjątkowemu położeniu wzdłuż rzeki Vindelälven. Taka informacja widnieje na ich stronie (Forsknäckarna). Sama nie mam porównania do innych miejsc w Europie czy na świecie, ale to było coś niesamowitego! Z tego wyjazdu powstanie film, także koniec gadania, to trzeba zobaczyć.

Szwedzkie wschody słońca

W czwartek rano przywitał mnie taki oto widok. Coś pięknego. Poranna mgła jakby biegała po niebie. Przyszła szybko, odchodziła etapami. Kiedyś nie zwracałam uwagi na takie rzeczy, teraz zachwycam się każda chwilą. I przyznam, że taki momenty niekiedy potrafią zrobić mój dzień, jaki by on ciężki nie był. Na tym kończę, czas na przejażdżkę do Storuman.